Wspaniały życiorys, wspaniała postać…

interesująca strona:

http://januszkurtyka.info/index.php/component/content/article?id=81

Kiedy patrzy się na dzisiejsze „elity”, a nawet (może przede wszystkim) na osoby, które do tych elit aspirują, trudno oprzeć się refleksji, że tego typu osoby bywają jeśli nie na zawsze, to na bardzo długo niezastąpione. Ludziom, którzy dzisiaj próbują być zauważoni w świecie polityki czy portali społecznościowych, często brakuje tej charyzmy, odwagi, determinacji i przede wszystkim: nieposzlakowanej uczciwości. Mam nadzieję, że wśród następnych pokoleń, naszych następców, jednak godni naśladowania ludzi się znajdą….

Póki co warto więc chyba przypominać życiorysy takich nieposzlakowanych ludzi jak Janusz Kurtyka, Anna Walentynowicz, Lech Kaczyński i wielu, wielu innych, to co dobrego dla Nas zrobili, jaki ślad po sobie zostawili, czego Nas nauczyli, by ich śmierć, ich ogromna ofiara dla Polski nigdy nie poszła na marne. Nawet na przekór tym, którzy mniej lub bardziej świadomie niszczą swoim postępowaniem ich dzieło…

Po ukończeniu studiów, w 1985 r. podjął pracę w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Rozpoczął wówczas badania nad wiekami średnimi w Polsce, których efektem stały się fundamentalne prace: Tęczyńscy. Studium z dziejów polskiej elity możnowładczej w średniowieczu; Latyfundium tęczyńskie. Dobra i właściciele XIV–XVII w.; Odrodzone Królestwo. Monarchia Władysława Łokietka i Kazimierza Wielkiego w świetle nowszych badań. Z mediewistyki obronił doktorat, a później uzyskał habilitację. Jednak równolegle badał dzieje najnowsze, nawiązywał kontakty z weteranami walk o niepodległą Polskę.
O historii potrafił opowiadać godzinami, niebanalnie, dzięki szerokiej wiedzy stawiał pomosty pomiędzy wiekami średnimi a współczesnością. Doświadczenia zdobyte w czasie wykładów na Uniwersytecie Podziemnym i Chrześcijańskim Uniwersytecie Robotniczym wykorzystał już w wolnej Polsce. Prowadził zajęcia w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu i w Wyższej Szkole Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie. Był piekielnie wymagającym wykładowcą – w czasie sesji siał postrach wśród egzaminowanych. Wykładał z pasją, fascynował wszechstronną wiedzą, dzięki czemu studenci „wybaczali” mu sesyjną surowość. Pamiętają o nim – to z ich inicjatywy, po 10 kwietnia, w Krakowie i w Przemyślu przed wejściami do uczelni zapłonęły znicze. Wiedzieli, że na nich liczył, że w nich wierzył. Pracę akademicką traktował bardzo poważnie, mając nadzieję, że uczestniczy w wychowaniu pokolenia, które – nie dotknięte PRL-em – będzie potrafiło do końca zrzucić społeczne, polityczne, gospodarcze i mentalne pozostałości po komunizmie.

Pamięć o „Żołnierzach Wyklętych”

Za wzór do naśladowania stawiał tych, którzy walczyli o niepodległość w czasie największej próby. Choć fascynowały go dzieje Armii Krajowej, emocjonalnie najbardziej związał się z działającym od września 1945 r. Zrzeszeniem „Wolność i Niezawisłość”. Z poznawanymi żołnierzami podziemia łączył go kościec ideowy, głęboki patriotyzm, przekonanie, że celem jest walka o niepodległość, a po jej odzyskaniu służba państwu. Jeszcze w latach 80. poza cenzurą opublikował pierwsze teksty o podziemiu. Jego nowatorskie prace zyskiwały uznanie historyków, ale jednocześnie zwracały uwagę tych, o których pisał, których powojenną działalność doceniał, których trud i zaangażowanie rozumiał, z którymi podzielał przekonanie, że to wciąż nie jest Polska, którą „przed oczyma ginący żołnierze Polski Podziemnej”.
Na początku lat 90. kombatanci WiN odtworzyli swą organizację, rozbitą aresztowaniami na przełomie lat 40. i 50. – jako Stowarzyszenie Społeczno-Kombatanckie. Pomimo dystansu wieku dostrzegli w Kurtyce bratnią duszę. Oddali w jego ręce „Zeszyty Historyczne WiN-u”, których celem było „ocalenie od zapomnienia tych wszystkich wydarzeń z lat 1945–1956, które składają się na walkę z dyktaturą komunistyczną, dążącą do zniewolenia Narodu Polskiego”. W „Zeszytach” prof. Kurtyka miał możliwość połączenia pasji naukowej i misji upamiętnienia tych, którzy nie poszli na kompromis z komunistami i podjęli z nimi walkę. Przywrócenie społecznej pamięci żołnierzy i działaczy podziemia niepodległościowego było w jego przekonaniu sprawą fundamentalną. Wierzył, że bez świadomości o patriotycznym zrywie okresu wojennego i powojennego, nie sposób zbudować normalnego społeczeństwa. Uczynił z „Zeszytów” jeden z najważniejszych periodyków historycznych w kraju, wiodące pismo dotyczące dziejów najnowszych Polski.
Jego aktywność i skuteczność spowodowała, że kombatanci powierzyli mu w 2003 r. kierowanie odtworzonym dwanaście lat wcześniej Zrzeszeniem wybierając go na prezesa Zarządu Głównego Stowarzyszenia. , że żołnierze podziemia niepodległościowego dostrzegli w nim osobę godną kontynuowania rozpoczętej przez nich działalności, było dla niego niezwykle ważne. Był dumny, że zasłużył na ich szacunek, że wiążą z nim nadzieję, że uważają, iż zapewni WiN-owi należne mu miejsce w społecznej pamięci.

Prawda ponad wszystko

Ta droga życiowa sprawiła, że gdy w 2000 r. tworzono Instytut Pamięci Narodowej, stał się naturalnym kandydatem na objęcie funkcji dyrektora Oddziału krakowskiego. Tworzył go od podstaw, budował zespół ludzi, załatwiał lokale, przejmował akta byłego komunistycznego aparatu represji. Stworzył najsilniejszy oddział w kraju, podejmował działania, które stały się wzorem dla innych. Najważniejsza pozostawała dla niego działalność naukowa – uruchomił pierwszą i przez długi czas jedyną serię wydawniczą niezależną od centrali IPN. Jako pierwszy nawiązał systematyczną współpracę z mediami – od 2003 r. pracownicy krakowskiego Oddziału IPN mają szanse popularyzować efekty swych badań w tej rubryce, na łamach „Dziennika Polskiego”.
W 2005 r. został wybrany prezesem IPN. Otworzyło to nową erę w działaniach Instytutu. Potrafił go zdynamizować, wyznaczając wciąż nowe zadania, starając się wypełnić „białe plamy” w polskiej historii najnowszej. Nie bał się podejmować decyzji, które wzbudzały medialny hałas, jeśli wierzył, że służą one Polsce. Sens istnienia IPN postrzegał w odkłamaniu dziejów Polski. Nie potrafił w tej sferze iść na ustępstwa, nie był zdolny do „zamiatania pod dywan”, nie umiał pogodzić się z tym, że można z politycznych przyczyn przeczyć historycznym faktom. Wzbudzał wściekłość tych, którzy „wybrać przyszłość”, nie mówić o zaangażowaniu w totalitarny reżim, argumentować, że „wszyscy byliśmy umoczeni”… Prof. Kurtyka przypominał, że jednak nie wszyscy, twierdził też, że nie można wybrać przyszłości bez znajomości przeszłości.


Nie z tej epoki

Janusz Kurtyka był człowiekiem kierującym się dobrem państwa, chęcią wyrwania go z ostatnich krępujących je pozostałości po komunizmie. Te jego cechy zaskarbiły mu szacunek żołnierzy podziemia, a zarazem ściągnęły na niego niechęć części dzisiejszych mediów i polityków. Z nim nie można było niczego „załatwić”, niczego „ugrać”, nie można było go kupić, nie można było go zastraszyć. Dążył do prawdy, do ukazania rzeczywistej historii Polski i Polaków, nawet tej, która była niewygodna dla dzisiejszych celebrytów życia politycznego, medialnego, artystycznego.
Jeszcze jako dyrektor krakowskiego Oddziału IPN pragnął uhonorować tych, którzy bez względu na przeciwności upamiętniali historię Narodu Polskiego w latach 1939–1989. To z myślą o nich zainicjował nadawanie nagrody „Kustosz Pamięci Narodowej”. Sam był jej uosobieniem. Walce o prawdę i pamięć poświęcił swe życie. Przykładał wielką wagę do upamiętnienia Zbrodni Katyńskiej, dbał o postępy w śledztwie prowadzonym w tej sprawie. By upomnieć się o pamięć i prawdę o Katyniu wsiadł do samolotu 10 kwietnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s