Rewelacyjna notka Martynki -SMOLEŃSKIE SCENARIUSZE, CZYLI KTO, KOGO I JAK MOŻE ROZEGRAĆ

Nie milkną dyskusje, pytania w związku ze znalezieniem na wraku tupolewa śladów materiałów wybuchowych, które na raty polscy śledczy znajdowali w Smoleńsku. Wielu zastanawia się jak to się w ogóle stało, że po dwóch latach utrudniania śledztwa ze strony rosyjskiej, polegającego na opornym przesyłaniu materiału dowodowego bardzo kiepskiej jakości,  o który w kolejnych wnioskach prawnych prosiła strona polska, Rosjanie dopuścili polskich biegłych ze specjalistycznymi urządzeniami do wraku. Mało tego, po kolejnym roku, a więc już po trzech latach od tragedii, polscy śledczy mogli ponownie zebrać próbki z foteli i elementów wnętrza samolotu, po czym bez przeszkód wywieźć je do Polski. Jest to o tyle zaskakujące, ze jak wszyscy pamiętamy, kilka miesięcy wstecz zapewniano, że jesienne próbki musiały odbyć obowiązkowe leżakowanie w Moskwie i dopiero z końcem roku przyjechały do Polski.

Dlaczego Putin zezwolił na badania spektrometrami szczątków tupolewa, bo chyba nikt nie ma wątpliwości, aby w tej sprawie jakikolwiek rosyjski funkcjonariusz mógł działać  sam, zgodnie ze swoim „widzimisię” ? Z punktu widzenia przeciętnego zjadacza chleba zgoda na te badania może być widziana, jako ruch samobójczy, wręcz gest poddania się Moskwy: macie, badajcie, nie mamy wyjścia,  no trudno, stało się.

Podstawowe pytanie, jakie należy sobie zadać, przy założeniu, ze mieliśmy do czynienia z zamachem, brzmi:  kto stoi za 10 kwietnia? Kto był inicjatorem, kto pomysł podchwycił, a kto go wykonał?

Jasne jest bowiem, że to Putin, a nie Tusk, trzyma karty, a przede wszystkim asa w rękawie, którego wyjmie przy nadarzającej się okazji.

Hipotetycznie przyjmijmy, że pomysł „katastrofy smoleńskiej” wyszedł od, mówiąc ogólnie strony rosyjskiej, która dyskretnie zasuflowała odpowiednim osobom w Polsce (dla jasności –  nie mam na myśli osób ze świecznika, czy na najwyższych stanowiskach  w państwie), bez zbędnych formalności rzecz jasna, znając doskonale bolączki pewnych środowisk już od czasów  „kaczyzmu-macierewizmu”,  że można jak za dawnych lat dogadać się i podjąć współpracę. Towarzysze z Polski coś tam przykombinują, podrzucą,  gdzie trzeba odpowiednie zabawki, oczywiście z logo „teraz Polska”, kogoś odsuną, innego wyślą na urlop, doprowadzą do awarii różnych systemów monitorujących, a reszta już zostanie w rękach moskiewskich.

Propozycja kusząca, zwłaszcza, że i Moskwa miała swoje rozliczenia za Gruzję, i za klującą się koalicję państw Europy Środkowej. Krótkowzroczni przyjaciele z Polski uradowani perspektywą  „hulaj dusza piekła nie ma” podejmują temat, nie dostrzegając , że ktoś ich mocno trzyma  za organ, którego gardłem nazwać nie można. Operacja się udaje, szampany strzelają, Moskwa pięknie rozgrywa cały świat, raport wysmażony na wolnym ogniu, jak się patrzy, wszystko dogadane, część rządzących polityków, czując pismo nosem, rżnie głupa, trzęsąc się w zaciszu domowym ze strachu,  beton na drogę wylany, a polscy prokuratorzy i rodziny mogą przez szybę oglądać środkowy palec Władimira.

Warto w tym miejscu pamiętać jeszcze o jednej ważnej rzeczy. Otóż komitet śledczy FR pomimo posiadania wszystkich niezbędnych dowodów w sprawie do dzisiaj nie zakończył śledztwa. Co więc tak długo badają panowie od prokuratora Czajki? Materiały wybuchowe? A może sposób rozrywania kadłuba?

Na co czekają? Może czekają na  zakończenie polskiego śledztwa?

Wyobraźmy sobie chwilę, kiedy polska prokuratura kończąc śledztwo smoleńskie ogłasza, że zamachu nie było, zwykły wypadek. Co może zrobić Rosja?

Otóż w zależności od nastroju Putina, celów, jakie będzie miał w danej chwili, może przyznać rację Polakom, stwierdzić, że towarzysze spisali się dobrze, więc nie będziemy ich przyprawiać o palpitację, zaś komitet śledczy FR potwierdzi polską wersję. Oczywiście nie zmieni to faktu, że zamieszani w sprawę oraz ci, którzy poniewczasie zrozumieją, w czym uczestniczyli, nadal będą czuć mocny uścisk na pewnych częściach ciała, więc aby z bólu nie zwariować będą skakać tak, by uścisk choć na chwilę zelżał.

Trzeba jednak założyć, że Putin tego dnia nie będzie miał nastroju, znudzą mu się zabawy z Polakami, zechce zjeść cały tort sam i pełen oburzenia ogłosi światu, co następuje: jest nam przykro, ze polska prokuratura świadomie kryje sprawców haniebnego zamachu na prezydenta Polszy, ale rozumiemy ich kroki, rozumiemy tę niezręczną sytuację, gdyż nasi biegli odkryli, że, cóż, trotyl pochodził z Polski. Tak, tak, niestety, to sami Polacy zabili swojego prezydenta, jaki wstyd. Czy NATO mnie słyszy?

Jedynym wyjściem z sytuacji, aby odzyskać twarz, jako państwo, bo trudno będzie sojusznikom wyjaśnić niuanse istniejące w Polsce po 1989r. między „dawnymi a nowymi czasy”, będzie opcja zerowa i rozpalone żelazo, a mówiąc jeszcze bardziej obrazowo, że posłużę się słowami Cejrowskiego: „wszyscy won”, zaczynamy od zera.

Co jednak, kiedy się okaże, że jednak inicjatorem była jakaś bliżej nieokreślona grupka z Polski, a Rosja tylko temat podchwyciła? I taki scenariusz dla hipotetycznych polskich kooperantów będzie beznadziejny z prostego powodu. To Putin znowu będzie rozgrywającym i może chcieć nas, jako państwo skompromitować, a zwłaszcza rząd Tuska, który dał się wpuścić w maliny.

Załóżmy, że polska prokuratura ogłosi, pod naciskiem dowodów oraz opinii publicznej, że przyczyną katastrofy był wybuch, do ustalenia pozostaje, kto tego dokonał. Jak może zareagować Rosja? Oczywiście może zaprzeczyć, oburzyć się, ale nie sądzę, by tak się stało. Gdyby bowiem Rosjanie obawiali się takiego werdyktu nie dopuściliby do badań wraku.

Albo więc Putin wie, że nic niepożądanego nie wyjdzie od polskich prokuratorów, albo musi mieć takie kwity w garści, że nie obawia się wątku zamachowego w polskim śledztwie. Dlaczego tak sądzę? Otóż według mnie, a jest to wyłącznie przypuszczenie, może mieć mocne dowody na to, że jednak 10/4 był, choć w części, dziełem ludzi z polskimi paszportami. Wtedy jasne się staje dlaczego stosunkowo łatwo dopuszczono polskich biegłych do badań, pozwolono im zabrać próbki. Dla służb Putina i nie tylko, będzie jasne, że ukrycie prawdy leży w najlepiej pojętym interesie polskich służb, które obawiając się kompromitacji, będą zmuszone kryć rzeczywistych sprawców.

Reasumując moje absolutnie hipotetyczne rozważania mogę powiedzieć, że jakby w tej chwili polscy śledczy nie zechcieli zagrać i tak strzelą do własnej bramki, dali się ograć.  Dlatego jedynie zmiana rządu, układu politycznego w Polsce, a tym samym wymiana kadr w służbach, w prokuraturze daje nadzieję na zminimalizowanie strat, które mogą powstać w wyniku scenariuszy nakreślonych wyżej. Tylko ludzie nowi, nieuwikłani mogą stawić czoła trudnym wyzwaniom, które Polskę czekają,  a że jest to pilna potrzeba pokazuje przypadek zachowania się funkcjonariuszy SKW w dniu 10 kwietnia, o czym napisała Gazeta Polska w ostatnim numerze. Stopień demoralizacji jest porażający, dlatego też rozegranie ludzi o takim morale przez obce służby wydaje się dziecinna igraszką.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s