Niesioł i Deresz – tajni agenci do zadań specjalnych!

To jest w zasadzie stara notka, bo powstała w grudniu ubiegłego roku. postanowiłam ją przypomnieć, a w zasadzie przedstawić (bo większość z was pewno nie miala okazji się z nią zapoznać) gdyż uświadomiłam sobie powtarzalność pewnych procedur w III RP. A mianowicie uruchamianie agentów do zadań specjalnych w nagłych, krytycznych dla systemu momentach. Jednym z tych agentów jest Niesioł Bzymuszka agent seryjny 008 (od ośmiu dziur w klacie co to nieomal mu zostały po zamachu w siedzibie PiS-u) drugim Deresz Esbeowski…

Oto ta notka:

Obudziłam się w środku nocy, była czwarta z minutami. Telewizor „chodził”, widać zapomniałam wyłączyć, kiedy kładłam się spać. Obudził mnie właściwie głos, który zapewniał:”jest mi przykro, jest mi przykro”. Otworzyłam oko, by zobaczyć, komu i dlaczego jest tak przykro. Okazało się, że jak zwykle Kaczyński coś namotał. Podobno powiedział, że żonę Deresza zamordowali i jemu, temu Dereszowi jest teraz przykro. Trochę balansowałam na granicy snu i jawy, więc nie wiele i nie zbyt dokładnie pamiętam, co jeszcze mówił. Na pewno, to, że jest mu przykro padło kilka razy, no i za dwa razy przynajmniej, że Kaczyński powiedział o tym morderstwie. A potem dziennikarz nieco zmienił temat i cytując jakiś komentarz znaleziony w sieci zapytał Deresza czy to prawda, że jest współpracownikiem SB. I Deresz coś odpowiadał, odpowiadał, nie pamiętam już, co, w każdym razie dość długą wypowiedź zakończył zdaniem: „mam nadzieję, że odpowiedziałem na pana pytanie”. Odniosłam przez sen wrażenie, ze ani nie potwierdził, ani zaprzeczył, chociaż pewności nie mam.

A potem była pani dziennikarka w studio z panem Niesiołowskim i jakimś panem z Solidarnej Polski. I ta dziennikarka musiała chyba ciągłe zadawać to samo pytanie panu Niesiołowskiemu, bo co dochodził do głosu, to mówił to samo. Zresztą całkiem podobne „tosamo”, czyli o chorych umysłowo itp. mówił już nie raz, teraz doszły tylko ze dwa zdania o trotylu i że to na pewno nie był wybuch. Co zresztą było bardzo przytomne z jego strony, bo ktoś mógłby posądzić telewizję, że nagrali tylko jedną wypowiedź Pana Niesiołowskiego, którą ciągle puszczają bez względu na temat, czas i miejsce wydarzeń.

A potem zasnęłam i śniło mi się, ze był wieczór, mgła, jezioro. Z jeziora wyciągnięto zwłoki jakieś kobiety. Był tam Deresz. Podszedł do martwej kobiety, która leżała na boku, w plecach miała nóż wbity, aż po rękojeść, a ręce z tylu miała związane. „Czy rozpoznaje pan ciało tej kobiety?” Zapytał policjant. „Tak” – odpowiedział Deresz – to moja żona. Widzę, że miała wypadek, biedactwo. Przybiegła jakaś kobiecina wyrwana ze snu w nocnej koszuli, klęknęła przy zwłokach i krzyknęła: „o moje dziecko, nie żyje!”. „Zabito ją, morderstwo…” szepnęła po chwili pobladła kobieta i zaniosła się szlochem. „Niech się mama natychmiast uspokoi” – krzyknął podenerwowany nagle Deresz. „Jakie morderstwo? Proszę tak nie mówić, bo jest mi przykro”. Policjanci pokiwali ze zrozumieniem głowami. Jeden chciał nawet chusteczkę panu Dereszowi podać, bo tak było mu przykro.

A potem śniło mi się całkiem coś innego. To było wnętrze jakieś dużego sklepu, coś jak hipermarket. Na pólkach słodycze, czekolady, lizaki, ciastka. Na podłodze leżało, a właściwie tarzało się dziecko wyjąc wniebogłosy. Nie, zaraz… to nie było dziecko. Twarz opuchniętą, oczy mętne, czerwone, tępy wyraz twarzy człowieka, który pił bez przerwy od trzech dni i tyleż się nie golił. Próbowali wyciągnąć go ze sklepu Kaczyński i Macierewicz. Ciągnęli go za ręce i cierpliwie perswadowali: „Daj spokój, to już koniec. Prawda już i tak wyszła na jaw. Nic nie zrobisz, nie dasz rady”. Człowiek o twarzy pijanego menela i posturze dziecka, nadal się darł i tarzał po ziemi: „Ale ja nie chcę!” – krzyczał. – „Ja tutaj zostaję. Nic mi nie zrobicie!”. „Daj już spokój” – tłumaczyli dalej Kaczyński z Macierewiczem – „próbowałeś już wszystkiego, wszystkie sztuczki, kłamstwa, machlojki, wszystko to na nic, prawda i tak wyszła na jaw.. Nikt już się nie da nabrać, nic już nie dadzą próby zamiatania pod dywan, patrz zostałeś sam, nie ma nawet twoich stałych klakierów”. „A nie! Mam ciągła moja niezawodną broń, mojego asa w rękawie! Dwa asy!!!”. „Tak, a jak to broń?”- Zaciekawili się dobrodusznie Kaczyński z Macierewiczem. „Niesiołowski i Deresz!” – wykrzyknął z triumfem na twarzy maluch. Kaczyński i Macierewicz zaczęli się strasznie wtedy śmiać, a śmiali się tak zaraźliwie, że zaczęli się z nimi śmiać wszyscy ludzie w sklepie, a później jeszcze dalej, na ulicy, innych ulicach, w całym mieście i i dalej śmiech szedł, przekazywany od ust do ust, od drzwi do drzwi, po lasach, łąkach, górach rzekach roznosił się ogromny narodowy śmiech. Śmiała się już cała Polska.

No i wtedy się obudziłam. „Nie powinnam zostawiać na noc włączonego telewizora” – pomyślałam – „bo potem śnią mi się straszne głupoty”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s