Donald ma wreszcie kumpla – by Siukum Balala

Pani Hinton z cudem ocalonym

… nie, nie ten. Ten Donald nie ma już kumpli, ostatni odjechał w sobotę z Dworca Centralnego osobowym do Wrocławia.

Kumpla ma brytyjski kaczor Donald,  któremu do towarzystwa dodano Lucky’ego, kaczora indonezyjskiego. Na noc wigilijną taki kumpel jak znalazł, będzie można pogadać o polityce imigracyjnej rządu Camerona, bo Lucky to imigrant. Wkrótce Boże Narodzenie, dobra wiadomość dla nas, troszkę gorsza dla gęsi. Właśnie na gęsich fermach Yorkshire rozpoczęła się selekcja gęsi, które będą zjedzone do końca 2013 roku. Wczoraj w Yorku ruszyła słynna gęsio – indycza giełda. Właściciel fermy w Hostingley, Tim Lindley podczas selekcji gęsi zwrócił uwagę na dziwną gęś. Mniejszą niż pozostałe i jakoś niechętnie, ciszej gęgającą. Wcześniej nikt nie zauważył dziwnej gęsi ponieważ ferma jest typu free range i gęsi korzystają z pełni swobód demokratycznych. Aż przychodzi to nieszczęsne Boże Narodzenie.

Okazuje się, że w gęsiej branży nie ma co wyrywać się przed szereg, nie  warto prężyć się i udawać większego niż jest się w istocie, bo wywiozą do supermarketu, wcale nie na zakupy. Właściciel fermy odseparował dziwną gęś od stada, po sprawdzeniu okazało się, że to Indian duck runner, czyli kaczka – nielot, której naturalnym środowiskiem są indonezyjskie pola. Ponieważ kaczka jest dość wydajna, jesli idzie o produkcję jaj, jest też dość masywna, więc hoduje się je na brytyjskich fermach na mięso. Jednak najbliższa taka ferma jest w Cumbrii, więc jak Lucky przywędrował do Yorkshire taki świat drogi, do końca nie wiadomo. Lindley wyklucza pomyłkę podczas selekcji jaj do inkubatora. Rodzina hodowcy postanowiła szczęśliwie ocalałego Lucky’ego nie wysyłać do miasta tylko podarować Dawn Hinton, przyjaciółce pani Lindley, która już opiekuje się wspomnianym na wstępie kaczorem Donaldem.

Ten kaczo – gęsi news to dobry pretekst by ciepłym słowem wspomnieć nasze polskie gęsi, które smakują nie gorzej od brytyjskich, a roztropnością i śmiałością na pewno dorównują gęsiom kapitolińskim. Od ponad stu lat jesteśmy znanym i uznanym dostawcą gęsi na zachodnioeuropejskie stoły, głównie niemieckie. Jeszcze w czasach zaborów, jak Kongresówka  długa i szeroko wypasano gęsi by późną jesienią popędzić je za kordon, a potem dalej w głąb Niemiec. Ważna to musiała być gałąź gospodarki skoro pozostawiła w polszczyźnie  aż dwa interesujące zwroty : kowal co gęsi kuje, lub szewc co gęsiom buty robi. Jak naprawdę było z tym kuciem  gęsi do dziś nie wiemy.

Zanim gęsi trafiły na pruskie dworce w Willenburgu, Lyck czy w Johanisbergu musiały odbyć czasem kilkudziesięciokilometrową pieszą wędrówkę, ponieważ car nie dbał tak o infrastrukturę drogową w Kongresówce jak dba premier Tusk. Gęsi musiały dotrzeć w znakomitej kondycji, czekała je wszak  kilkudniowa podróż pociągiem do Essen, Berlina czy Monachium. Nie znano wówczas technik głębokiego mrożenia, z którą to techniką Niemcy zapoznali się dopiero pod Stalingradem.

Aby gęsi nie poraniły nóg podczas marszu, należało je ” podkuć ” Przepędzano je, wiec przez brodzik wypełniony smolną mazią, potem piasek, potem znowu smolna maź, a na koniec żwirek. Tak obute gęsi mogły maszerować choćby i do Berlina. Kiedy już dotarły na niemieckie stoły przez całe Niemcy niósł się okrzyk zadowolenia i kulinarnej satysfakcji :
– Gans schmeckt sehr gut !! Gans schmeckt sehr gut !!!
Bo dla Niemca polnische Gans znaczy to samo co dla Polaka smochód z Wolfsburga. Gute Qualität.

Niebyłbym ja dobrym synem swej ziemi, gdybym nie wspomniał i nie pochylił, się nad smutnym losem gęsiarek i pastuszków. Smutne to było życie. Dziewki pędziły gąski pod las na wygon, czasem za strugę, a tam już czekali źli pastuszkowie, niektórzy to aż za bardzo czekali i mogło się zdarzyć, że serce zgubiono pod miedzą. Dziewki były w większości niepiśmienne, Środa dopiero miała nadejść,  nie miały pojęcia o antykoncepcji, niewiele też wiedziały o swojej cielesności, choć cielesność ta była i owszem.

Ich sytuacja zmieniła się diametralnie po ogłoszeniu manifestu PKWN, ale to nie nastąpilo tak szybko. Wyganiały więc gęsi rok za rokiem, czas płynął, gęsi rosły, dziewki  czuły się emocjonalnie związane ze swoim stadem, aż tu nagle przyjeżdża do wsi kupiec i wywozi gęsi hen, hen za granicę do obcych miast i obcych krain. Pozostaje tęsknota.

Sytuacja gęsiarek poprawiła się na krótko w 1939 roku, kiedy to Arbeitsamty zaczęły wydawać zezwolenia na pracę w Niemczech i gęsiareczki mogły pojechać tam gdzie wcześniej wyjechały ich gęsi. Ale czy spotkały swoje gęsi ? Kroniki milczą. Potem przyszedł wspomniany manifest PKWN i wszystkim się poprawiło.

Najgorszym jednak zagrożeniem dla gęsiarek, gorszym jeszcze od pastuszków, był Lis Przechera, który siał spustoszenie w gęsich stadach. To oznaczało niedolę. Wtedy jednak pojawiała się Maria Konopnicka lub jakaś inna Szelburg – Zarembina i pisała poruszającą historię o doli i niedoli pastuszków i gęsiareczek. Społeczeństwo było uczciwie informowane o położeniu współobywateli.

Dziś choć minęło już tyle lat od tamtych czasów, choć dokonaliśmy wielkiego postępu w budowie demokracji, to dalej jesteśmy nękani przez różnych medialnych Lisów Przecherów, dalej włażą nam w szkodę a pisarzy tego formatu co kiedyś niestety dziś już nie ma.

I kto weźmie nas w obronę ? Kto uczciwie poinformuje współobywateli o ciężkim położeniu współczesnych gęsiareczek i  pastuszków ?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s