Masakra w Kijowie i plajta Europy – by Leonarda Bukowska

Po pierwsze: Wyrazy współczucia dla bliskich i przyjaciół wszystkich Ofiar krwawych starć na Ukrainie. Także dla wszystkikch tych, których życie jest w tej chwili zagrożone i którzy muszą się bać o swoje rodziny i swych przyjaciół.

A więc stało się to, czego jeszcze niedawno nikt w Europie  się nie spodziewał. Może nie do końca, bo co bardziej przewidujący oczywiście od pewnego czasu liczyli się z podobnym scenariuszem dla Ukrainy. Ale były to jedynie jakieś rozważania, dywagacje, kalkulacje. Czas abstrakcji minął, przyszły konkrety – są zabici i ciężko ranni, są snajperzy strzelający do ludzi jak do ptactwa i kościoły poprzerabiane na szpitale polowe. I to wszystko nie dzieje się gdzieś daleko w jakiejś bananowej republice czy egzotycznej monarchii rządzonej przez krwawego despotę, to dzieje się w dużym kraju w środku Europy. Na domiar wszystkiego w kraju graniczącym z Polską, przez co wydarzenia stają się dla nas jeszcze bardziej koszmarne i w sposób konkretny niebezpieczne.

I chyba każdy zadaje sobie pytanie, czy można było zapobiec tej krwawej jatce w centrum Europy i dlaczego tego nie zrobiono. Owszem – można było, we właściwym czasie oczywiście, no i trzeba było chcieć. A jakoś tak dla wszystkich wygodniej jest nie chcieć i nie robić nic. Efektem tego jest obecny lament – „wyrazy oburzenia”, „potępienia”, „dezaprobaty” oraz równie pozbawione realizmu „wyrazy nadziei” na porozumienie się stron,  chętnie i nieustannie powtarzane w zachodnich mediach.

Niestety, Europa Zachodnia czy też „Stara Unia” problem po prostu zbyt długo ignorowała. Ot – fajnie było w Europie – między francuskimi winkami, hiszpańskimi oliwkami i brytyjskimi gadżetami firmy Burberry. Nawet do tego wszystkiego udało się uspokoić ten cholerny wschód – Polska i kilka innych państw z byłego bloku wschodniego powróciły szczęśliwie w objęcia Zachodu i przez kilka lat jakoś wszystko funkcjonowało. A za Bugiem już tam Putin dobrze sobie radził i wiedział, co robić, żeby nie było problemów a ropa i gaz płynęły.

Wszyscy byli zadowoleni a na próby zbliżenia Ukrainy z Zachodem reagowano zarówno w Rosji jak i – o zgrozo także i na Zachodzie – histerycznie, bo i po co drażnić Putina, skoro akurat był taki miły. Do tego stopnia, że gdy w Polsce doszedł do władzy polityk, który ścisłą współpracę z Ukrainą i innymi państwami regionu traktował serio, histeria i festiwal szykan wybuchły nie tylko w Polsce ale i w sporej części europejskich mediów. Gdy ów polityk został wyeliminowany z gry w sposób ostateczny w dosłownym i brutalnym znaczeniu tego słowa, wielu doznało uczucia ulgi. Uff – wreszcie znów zapanował spokój z Polską, z Putinem i z tą tam Ukrainą (której wielu mieszkańców Europy Zachodniej do niedawna nie było w stanie pokazać na mapie czy wymienić jej stolicy). I znów wszyscy mogli w błogostanie udawać, że żadnego problemu nie ma. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim była Gruzja, było Naddniestrze, były szykany wobec Państw Bałtyckich czy wobec Polski. Ale co tam, ważne, że był święty spokój z Putinem. Gwarantem owego „świętego spokoju”  miała być między innymi „proeuropejska” i nieprzysparzająca żadnych nieprzyjemności władza w Polsce, która w mig wyczuła zapotrzebowanie na „święty spokój”  i zadekretowała „ocieplenie stosunków” z Rosją.

A tu nagle trach – Ukraińcom przestała się ta wschodnio-zachodnia sielanka podobać. Na początku liczono, że znów „jakoś tam będzie” (tak, tak – tym razem nie w Polsce to typowe „jakoś tam będzie” a – nie do wiary – na Zachodzie) – że manifestujący wymarzną, Janukowycz coś tam obieca a wszyscy pozostali zmęczą i znudzą się tematem. Jak wiadomo, stało się inaczej. Tak więc wszyscy są „zaszokowani”, „wyrażają oburzenie”, „potępiają”, „domagają się” i wygłaszają jeszcze kilka innych frazesów charakteryzujących tych, którzy niewiele mogą i nie bardzo nadają się do rozwiązywania skomplikowanych problemów polityki zagranicznej. Trudno powiedzieć, na ile Putin jest zadowolony z rozwoju wypadków – ostatnie wieści to te, że domaga się od Janukowycza zaprowadzenia „porządku”. Janukowycz raczej nie jest w stanie żadnego porządku zaprowadzić, może się więc okazać, że ktoś będzie go chciał w tym wyręczyć. Wiadomo natomiast z całą pewnością, że po długim okresie bezczynności i biernego przyglądania się rozmaitym gierkom w Europie Srodkowej i Wschodniej, Zachód przez kilka kolejnych lat już żadnego świętego spokoju miał nie będzie.

To wszystko, co się dzieje w Kijowie i w innych miejscach na Ukrainie – zbrojne walki, snajperzy strzelający do demonstrantów i zabici na ulicach Kijowa – to, niestety, także moralna i polityczna plajta Europy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s