Interesujące spojrzenie na taniec Sakiewicza

Kosym Okiem. Sakiewicz i zdrada ideałów?

Ostatnio modne jest na Salonie pisanie listów otwartych. Doprawdy nie wiem dlaczego, gdyż pojęcie listu otwartego w moich oczach generuje jedną tylko myśl, że autor takiego listu skoro go pisze musi być: w kropce, matni, potrzasku, dole, ostrym wirażu albo jeszcze w czymś innym, więc efektownym rzutem na taśmę probuje dokonać nie tylko przewartościowania myśli odbiorcy listu, ale także i tych którzy ów list przeczytają. Wyjątkiem od tego jest jedynie Lech Wałęsa, któremu nikt takich listów ostatnio nie chce pisać, dlatego udziela on osobiście wywiadów, które mają obecnie za zadanie udowodnić, że hasło „O takie Polskie walczyłem” było od początku mylące.

Wspominam Wałęsę nie bez powodu, gdyż forma trybuna ludowego i połączona z nią przyszła pozycja w polityce praktycznie zawsze się sprawdzały niezależnie od dalszych aspiracji trybuna (jeśli chciał to się piął w górę – a z reguły zawsze chciał). Trybunów szukających więc sławy i poparcia mamy na polskiej scenie politycznej dostatek, to też każdy z wyborców znajdzie w tej gromadzie wcześniej czy później tego swojego, któremu w pełni zaufa i którego w razie czego popchnie ku roli politycznego wodza.

Tak było, i jest, z redaktorem Sakiewiczem. Wielu mu zaufało i wielu go poparło- kupując m.in. jego gazety, oglądając jego telewizję. Przyznam z pokorą, że w tej rzeszy ludzkiej byłem i ja, a moje zaufanie do niego – nim wyrzuciłem telewizor za okno – nie jest młodym, bowiem sięga „starożytnego” cyklu telewizyjnego „Pod prasą”, którego był gospodarzem, oraz pierwszych wydań „GP” i „Nowego Państwa”. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło. Zdarzył się po pierwsze mord smoleński, dzięki któremu wzrosło skokowo zainteresowanie mediami redaktora Sakiewicza, gdyż rząd Donalda Tuska umoczony w zbrodni po uszy z przyczyn dla siebie zrozumiałych nie zamierzał nic w tej sprawie ujawnić. Tymczasem ludzie chcieli wiedzieć, znać prawdę. Interes więc kwitł. W internecie pojawiła się więc TV Niezależna, w prasie zjawiło się GPC. Zrobił się nadmiar, wzrosły aspiracje (rodziła sie Republika), trzeba to było jakoś wszystko ogarnąć ojcowskim ramieniem, może dlatego pan redaktor na moje postawione mu kiedyś pytanie, dlaczego nie odpowiada niemal wcale na swoim blogu internautom wzorem Rudeckiej-Kalinowskiej (źle-dobrze) odparł mi, że: jest zajęty tworzeniem nowych mediów.

Kiedy pisałem notkę pt. „Donald Tusk i polbolszewickie media”, po której to „Gazeta Wyborcza” zmuszona była przepraszać prof. Krasnodębskiego ustami Konstantego Geberta za jego brak czytania ze zrozumieniem, nie brałem wtedy pod uwagę faktu, że siła tych postbolszewickich mediów ( w opinii Geberta „jego Polski”) może być nie tyle potężna, co wręcz zaraźliwa. Nie znajdując więc żadnego na pozór racjonalnego wytłumaczenia dla decyzji red. Sakiewicza, dlaczego postanowił się on związać z postbolszewickimi mediami, stawiam na poczekaniu dwie hipotezy, z których pierwsza mówi o tym, że redaktor po prostu na własne życzenie postanowił skosztowć zatrutego jabłka, które mu z chęcią podano, licząc na to że ma w kieszeni antidotum na działanie trucizny-wirusa o czym sam pisał: „Jest jeszcze jedna bardzo istotna cecha myśli prawicowej: umiejętność realizowania postawionych sobie celów (…)” . Druga z hipotez, już bardziej kontrowersyjna, mówi wprost, że red. Sakiewicz po prostu zdradził swoje ideały którym był dotąd wierny i dlatego zostawił na przysłowiowym lodzie TV TRWAM wraz z jej szefem, a nie widząc obecnie innego sposobu na zatarcie swoich fatalnych kroków, napisał kolejny ugodowy, tym razem list otwarty do Ojca Rydzyka (pierwszy był prologiem o nazwie „Pokora”), gdyż ten uznając go niesłownego nie chce się z nim pod żadnym pozorem spotkać.

To oczywiście są tylko moje przemyślenia, ale jest tez jeden fakt, który jest w stanie je zalegalizować. Otóż, czemu ma służyć zapraszanie do TV Republika (pisałem o tym w jednym z komentarzy) skompromitowanych politycznie osób z ich równie skompromitowanymi treściami, których to absolutnie nie powinno się promować, baa, nawet o nich nie powinno się wspominać?

W związku z tym rodzą się kolejne pytania. Czy te wizyty na wizji nie zostały przypadkiem Sakiewiczowi narzucone w ramach umowy przez samego Solorza? A może na pozór liberalne postępowanie szefa Polsatu wobec TV Republiki i jej twórcy nie jest zwykłą pomocą, ile ubeckimi działaniami mającymi utrącić na pniu medialne zapędy prawicowego redaktora? Pytań jest mnostwo, choćby i takie (odsyłam do mojej notki „TV Republika droga do władzy?” ), że Solorz widząc nadchodzące zmiany wpuszcza na swój grunt Sakiewicza, tylko dlatego, bo traktuje go w formie żelaznego listu przed Jarosławem Kaczyńskim.

Pytań nasuwa się wiele, ale jak na razie jest tylko jedna sprawdzona odpowiedź. Redaktor Sakiewicz zostawił cynicznie samemu sobie szefa TV TRWAM Ojca Dyrektora, i dlatego pisze teraz do niego pokorne listy otwarte. A więc czuje źle i podle. A więc czuje się winnym.

http://mikker-story.salon24.pl/508996,kosym-okiem-sakiewicz-i-zdrada-idealow

Telewizja Trwam – skandal w raporcie Departamentu Stanu USA jako przykład łamania praw człowieka w Polsce.

Amerykanie gromią cenzurę

Skandal z odmawianiem Telewizji Trwam miejsca na multipleksie cyfrowym figuruje w raporcie Departamentu Stanu USA jako przykład łamania praw człowieka w Polsce.

Amerykański raport o łamaniu praw człowieka w odniesieniu do naszego kraju zwraca uwagę m.in. na kulejącą wolność słowa i mediów. Opublikowany 19 kwietnia dokument dotyczy ubiegłego roku. Znajdujemy w nim paragraf „Cenzura i ograniczanie treści” niemal w całości poświęcony trudnościom, z jakimi boryka się katolicka Telewizja Trwam, bezskutecznie ubiegająca się o prawo do nadawania w nowoczesny sposób.

„17 stycznia [2012 r.] Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odmówiła koncesji na cyfrowe nadawanie katolickiej Telewizji Trwam, rzekomo z powodu braków we wniosku. 25 maja Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie odrzucił skargę Telewizji Trwam na decyzję Krajowej Rady. 25 sierpnia Telewizja Trwam odwołała się do Naczelnego Sądu Administracyjnego. 10 stycznia Helsińska Fundacja Praw Człowieka skierowała list do Krajowej Rady, stwierdzając, że kryteria przyznawania koncesji były niejasne, dające możliwość wydawania uznaniowych decyzji” – czytamy w raporcie Biura Demokracji, Praw Człowieka i Pracy Departamentu Stanu USA.

W tym samym rozdziale zatytułowanym „Wolność słowa i prasy” autorzy ekspertyzy przypominają też, że rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz zwróciła się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie przepisów regulujących przyznawanie koncesji na nadawanie drogą cyfrową naziemną w Polsce. Jak informował „Nasz Dziennik”, rzecznik podkreśliła w uzasadnieniu swojego wniosku, że KRRiT ma zbyt dużą dowolność oceny wniosków o przyznanie koncesji na rozpowszechnianie programów radiowo-telewizyjnych, co wzbudziło wątpliwość co do konstytucyjności tych regulacji. W tej sprawie nie ma jeszcze orzeczenia.

Amerykański raport zwraca ponadto uwagę na umocowanie polityczne członków KRRiT, wytykając różnicę między założeniami a stanem faktycznym. „Podczas gdy członkowie Krajowej Rady są zobowiązani do zawieszenia członkostwa w partiach politycznych i stowarzyszeniach publicznych, krytycy twierdzą, że Rada jest upolityczniona” – zauważają analitycy.

Raport zawiera konkluzję, że choć polska Konstytucja gwarantuje wolność słowa i prasy, to jednak wolności te ograniczane są przez samych rządzących i stanowione przez nich prawo, co pokazuje chociażby rosnąca liczba podsłuchów stosowanych wobec dziennikarzy.

Polscy eksperci zgadzają się z tezą, że choć w naszym kraju cenzura formalnie jest zabroniona, to wprowadza się ją bocznymi drzwiami, a zapis o poszanowaniu dla uczuć religijnych i chrześcijańskiego systemu wartości nader często okazuje się martwy, o czym świadczy machina nastawiona na niszczenie Radia Maryja i Telewizji Trwam.

– To niebywałe, że o nasze prawa upomina się rząd Stanów Zjednoczonych, a nie rząd Polski! Choć chyba zbytnio zdziwieni tym nie jesteśmy, niestety, gdyż doświadczenie nam pokazuje, że w sprawie obecności Telewizji Trwam na multipleksie nie znajdujemy zrozumienia u władz – podkreśla poseł Elżbieta Kruk (PiS), była przewodnicząca KRRiT.

Poseł Elżbieta Kruk uważa, że poruszenie problemów piętrzonych przed Telewizją Trwam w raporcie przygotowanym na zlecenie amerykańskiego rządu to dodatkowy argument, żeby odpowiednie instytucje wreszcie zareagowały.

– Raport ten potwierdza, że skandal z traktowaniem Telewizji Trwam to nie są żadne wymysły opozycji ani też różnych środowisk społecznych i organizacji. Stany Zjednoczone zauważyły, że odbiera się nam nasze prawa, że jest obecnie deficyt wolności obywatelskich w Polsce i że w związku z tym należy bić na alarm w sprawie jakości naszej demokracji – konkluduje Kruk.

Z kolei według poseł Barbary Bubuli (PiS) z Komisji Kultury i Środków Przekazu, zainteresowanie opinii międzynarodowej uciskaniem katolickiego nadawcy może zmienić sposób postrzegania problemu także nad Wisłą.

– Raport wypunktowuje w tej sprawie rzeczy, które są dla każdego rozsądnego i bezstronnego obserwatora oczywiste. Przyzwyczailiśmy się do tego, że musimy się domagać w bardzo uciążliwy sposób praw, które są w każdym demokratycznym kraju czymś naturalnym. Dobrze się stało, że podmiot zagraniczny zwrócił uwagę na fakt dyskryminacji Telewizji Trwam – zaznacza.

Parlamentarzystka liczy na to, że tego głosu nie zdołają zlekceważyć decydenci.

– Bardzo często dzieje się tak, że na głosy z zagranicy powołuje się prezydent Bronisław Komorowski czy też premier Donald Tusk. Wobec tego liczę, że tak będzie i w tym przypadku. Bo głos z Departamentu Stanu USA jest obiektywnym głosem w dyskusji na temat tego, co dzieje się w Polsce w kwestii wolności słowa – podkreśla poseł Bubula.

– To już nie są tylko głosy Polaków, ale także głosy wielu środowisk międzynarodowych, w tym także z innych kontynentów, które zaczynają dostrzegać i podkreślać nasz problem. Tego raportu członkowie KRRiT nie mogą w żaden sposób nazwać stronniczym, bo o dziejącym się w naszym kraju wobec polskiej telewizji katolickiej bezprawiu mówią niezależni zagraniczni eksperci – zauważa dr Hanna Karp, medioznawca z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej.

– Sprawa zatacza coraz szersze kręgi i powoli szykuje się jakiś międzynarodowy skandal – dodaje. Karp uważa za bardzo istotne dostrzeżenie przez autorów raportu meandrów funkcjonowania Krajowej Rady w czytelnym kontekście partyjnym.

– Żywię nadzieję, że to skrajnie upolitycznione gremium wreszcie się ocknie, wyjdzie ze swoich okopów i dostrzeże problem. Bo to, co się dzieje na rynku polskich mediów, i sam proces cyfryzacji, który choć w Europie jest już zasadniczo zakończony, w Polsce dopiero się toczy, przybiera bardzo niepokojący obrót – podkreśla medioznawca.

Jak dodaje dr Karp, jeśli głosy krytyki w Polsce nie przemówiły do odpowiedzialnych za nasz rynek medialny, to po stanowisku Waszyngtonu Krajowa Rada będzie zmuszona porzucić taktykę całkowitej alienacji, odcięcia od rzeczywistości i zacząć poważnie traktować kierowane do niej postulaty – zawarte m.in. w licznej i treściwej korespondencji na temat miejsca Telewizji Trwam na cyfrowym multipleksie.

Nękanie kibiców

Departament Stanu USA w dorocznym raporcie na temat przestrzegania praw człowieka wyraził ponadto zaniepokojenie innymi stosowanymi przez rząd Donalda Tuska niedemokratycznymi praktykami, takimi jak np. karanie kibiców za protest przeciwko premierowi. „22 września 35 kibiców piłki nożnej ukarano grzywnami od 500 do 1000 zł za obrazę konstytucyjnych organów państwa przez wznoszenie obraźliwych sloganów w kierunku premiera Tuska oraz za zakłócanie spokoju i porządku publicznego. Kibice protestowali przeciwko decyzji premiera o zamknięciu niektórych stadionów po chuligańskim zachowaniu” – przypominają autorzy raportu, wyjaśniając, że w rzeczywistości cała sprawa odnosiła się do wznoszonych przez kibiców obraźliwych okrzyków w kierunku premiera.

Uwagi Amerykanów nie uszedł także (zmieniony w apelacji) wyrok dla Roberta Frycza za prowadzenie strony AntyKomor.pl.

„14 września Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał Roberta Frycza na 10 miesięcy prac społecznych za znieważenie prezydenta. Frycz był redaktorem strony internetowej, na której publikował satyryczne materiały na temat prezydenta i udostępniał gry (…). 17 września przedstawiciel ds. wolności mediów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) Dunja Mijatović skrytykowała wyrok skazujący Frycza” – czytamy. Obawy Departamentu Stanu USA budzi też rosnące i nieuregulowane prawnie zjawisko monitorowania przez organy rządowe połączeń telefonicznych bez nadzoru sądowego. W raporcie odnotowano również naruszanie praw pracowników do zrzeszania się oraz strajków, a także nieskuteczność polskiego wymiaru sprawiedliwości, m.in. przez zbyt powolne, przeciągające się procedury sądowe.

Marta Ziarnik

Nasz Dziennik

http://www.prawyprosty.net/index.php/wiat/2225-amerykanie-gromi-cenzur