Przysłowia o Bolku

Z cyklu – przysłowia polskie:

  • Bronek donosi, totolotek kule nosi.
  • Lepszy Bolek w garści niż ubek na dachu.
  • Bolek z wozu IPNowi lżej.
  • Jak Bolek Solidarności, tak Solidarność Bolkowi.
  • Gdyby Bolek przez płot skoczył, to by nóżki nie złamał.
  • Komunie świeczkę, Matkę Bożą w klapę.
  • Gdyby Tola miała wąsy to byłby Bolek.
  • Gdzie Ubek nie może, tam Bolka pośle.
  • Polacy nie Niemcy, swojego Bolka mają.
  • Nosił do UB razy kilka, ponieśli i pupilka.
  • Dopóty Bolek donosi, dopóty mu się nie urwie.
  • Apetyt rośnie w miarę donoszenia.
  • Czego Bolek się nie nauczy, tego Noblista nie będzie umiał.
  • Chyba kończy się świat – Lechu z Kiszczakiem za pan brat!
  • Bolek – im puściejszy w środku – tym głośniej dzwoni.
  • Hulaj Bolek, piekła nie ma.
  • Wałęsa – plecień, co przeplata, trochę Bolka, trochę wariata.
  • Nie samym totolotkiem żyje Bolek.
  • Są donosy dodatnie i donosy ujemne.

Podobno nie kopie się leżącego, ale co tam, on sumienia nie ma.

p.s.

Interesujące spojrzenie na taniec Sakiewicza

Kosym Okiem. Sakiewicz i zdrada ideałów?

Ostatnio modne jest na Salonie pisanie listów otwartych. Doprawdy nie wiem dlaczego, gdyż pojęcie listu otwartego w moich oczach generuje jedną tylko myśl, że autor takiego listu skoro go pisze musi być: w kropce, matni, potrzasku, dole, ostrym wirażu albo jeszcze w czymś innym, więc efektownym rzutem na taśmę probuje dokonać nie tylko przewartościowania myśli odbiorcy listu, ale także i tych którzy ów list przeczytają. Wyjątkiem od tego jest jedynie Lech Wałęsa, któremu nikt takich listów ostatnio nie chce pisać, dlatego udziela on osobiście wywiadów, które mają obecnie za zadanie udowodnić, że hasło „O takie Polskie walczyłem” było od początku mylące.

Wspominam Wałęsę nie bez powodu, gdyż forma trybuna ludowego i połączona z nią przyszła pozycja w polityce praktycznie zawsze się sprawdzały niezależnie od dalszych aspiracji trybuna (jeśli chciał to się piął w górę – a z reguły zawsze chciał). Trybunów szukających więc sławy i poparcia mamy na polskiej scenie politycznej dostatek, to też każdy z wyborców znajdzie w tej gromadzie wcześniej czy później tego swojego, któremu w pełni zaufa i którego w razie czego popchnie ku roli politycznego wodza.

Tak było, i jest, z redaktorem Sakiewiczem. Wielu mu zaufało i wielu go poparło- kupując m.in. jego gazety, oglądając jego telewizję. Przyznam z pokorą, że w tej rzeszy ludzkiej byłem i ja, a moje zaufanie do niego – nim wyrzuciłem telewizor za okno – nie jest młodym, bowiem sięga „starożytnego” cyklu telewizyjnego „Pod prasą”, którego był gospodarzem, oraz pierwszych wydań „GP” i „Nowego Państwa”. Od tego czasu wiele się jednak zmieniło. Zdarzył się po pierwsze mord smoleński, dzięki któremu wzrosło skokowo zainteresowanie mediami redaktora Sakiewicza, gdyż rząd Donalda Tuska umoczony w zbrodni po uszy z przyczyn dla siebie zrozumiałych nie zamierzał nic w tej sprawie ujawnić. Tymczasem ludzie chcieli wiedzieć, znać prawdę. Interes więc kwitł. W internecie pojawiła się więc TV Niezależna, w prasie zjawiło się GPC. Zrobił się nadmiar, wzrosły aspiracje (rodziła sie Republika), trzeba to było jakoś wszystko ogarnąć ojcowskim ramieniem, może dlatego pan redaktor na moje postawione mu kiedyś pytanie, dlaczego nie odpowiada niemal wcale na swoim blogu internautom wzorem Rudeckiej-Kalinowskiej (źle-dobrze) odparł mi, że: jest zajęty tworzeniem nowych mediów.

Kiedy pisałem notkę pt. „Donald Tusk i polbolszewickie media”, po której to „Gazeta Wyborcza” zmuszona była przepraszać prof. Krasnodębskiego ustami Konstantego Geberta za jego brak czytania ze zrozumieniem, nie brałem wtedy pod uwagę faktu, że siła tych postbolszewickich mediów ( w opinii Geberta „jego Polski”) może być nie tyle potężna, co wręcz zaraźliwa. Nie znajdując więc żadnego na pozór racjonalnego wytłumaczenia dla decyzji red. Sakiewicza, dlaczego postanowił się on związać z postbolszewickimi mediami, stawiam na poczekaniu dwie hipotezy, z których pierwsza mówi o tym, że redaktor po prostu na własne życzenie postanowił skosztowć zatrutego jabłka, które mu z chęcią podano, licząc na to że ma w kieszeni antidotum na działanie trucizny-wirusa o czym sam pisał: „Jest jeszcze jedna bardzo istotna cecha myśli prawicowej: umiejętność realizowania postawionych sobie celów (…)” . Druga z hipotez, już bardziej kontrowersyjna, mówi wprost, że red. Sakiewicz po prostu zdradził swoje ideały którym był dotąd wierny i dlatego zostawił na przysłowiowym lodzie TV TRWAM wraz z jej szefem, a nie widząc obecnie innego sposobu na zatarcie swoich fatalnych kroków, napisał kolejny ugodowy, tym razem list otwarty do Ojca Rydzyka (pierwszy był prologiem o nazwie „Pokora”), gdyż ten uznając go niesłownego nie chce się z nim pod żadnym pozorem spotkać.

To oczywiście są tylko moje przemyślenia, ale jest tez jeden fakt, który jest w stanie je zalegalizować. Otóż, czemu ma służyć zapraszanie do TV Republika (pisałem o tym w jednym z komentarzy) skompromitowanych politycznie osób z ich równie skompromitowanymi treściami, których to absolutnie nie powinno się promować, baa, nawet o nich nie powinno się wspominać?

W związku z tym rodzą się kolejne pytania. Czy te wizyty na wizji nie zostały przypadkiem Sakiewiczowi narzucone w ramach umowy przez samego Solorza? A może na pozór liberalne postępowanie szefa Polsatu wobec TV Republiki i jej twórcy nie jest zwykłą pomocą, ile ubeckimi działaniami mającymi utrącić na pniu medialne zapędy prawicowego redaktora? Pytań jest mnostwo, choćby i takie (odsyłam do mojej notki „TV Republika droga do władzy?” ), że Solorz widząc nadchodzące zmiany wpuszcza na swój grunt Sakiewicza, tylko dlatego, bo traktuje go w formie żelaznego listu przed Jarosławem Kaczyńskim.

Pytań nasuwa się wiele, ale jak na razie jest tylko jedna sprawdzona odpowiedź. Redaktor Sakiewicz zostawił cynicznie samemu sobie szefa TV TRWAM Ojca Dyrektora, i dlatego pisze teraz do niego pokorne listy otwarte. A więc czuje źle i podle. A więc czuje się winnym.

http://mikker-story.salon24.pl/508996,kosym-okiem-sakiewicz-i-zdrada-idealow

Tylko świnie idą na przedstawienie, albo brawo Kielce!

Kielce nie chcą sztuki o Wałęsie

Kielce nie chcą sztuki o Wałęsie – niezalezna.pl
foto: Jan Naj/Gazeta Polska; na zdj. Krystyna Janda
Pomimo wprawienia w ruch potężnej machiny marketingowej i znanych nazwisk, spektakl „Danuta W.” nie zostanie wystawiony w Kielcach, ponieważ… zainteresowanie widzów było znikome.

Organizatorzy oraz twórcy spektaklu z Krystyną Jandą w roli głównej, a nawet specjaliści od marketingu nie mogą zrozumieć dlaczego zainteresowanie widzów jest tak małe, skoro w innych miastach bilety sprzedawały się nawet w ciągu jednego dnia.

– Ten spektakl i ta rola, z legendarnym przywódcą Solidarności i Prezydentem Polski w tle, to jedno w największych moich wyzwań życiowych, nie tylko zawodowych, ale także ludzkich i obywatelskich. Każdego dnia wyznania pani Danuty Wałęsowej budzą mój podziw i wzruszenie. Prostota i szczerość tych wypowiedzi zdumiewa i wywołuje szacunek. Wszystko to budzi ochotę, aby w ogóle historię Polski opowiedzieć od strony kobiet – mówiła o swojej roli Krystyna Janda.

W Kielcach jednak sztuka będąca adaptacją książki Danuty Wałęsy „Marzenia i tajemnic” nie została najlepiej przyjęta.

Udało się sprzedać jedynie 39 biletów, więc zapadła decyzja, że sztuka nie zostanie jednak wystawiona. Wszystkie osoby, które jednak zdecydowały się na kupno biletu mogą teraz zgłosić się po zwrot pieniędzy.

http://niezalezna.pl/40877-kielce-nie-chca-sztuki-o-walesie

moje refleksje dotyczące tego przedstawienia:

http://pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=2551